

Czemu mnie karzesz Panie?
w Fabryce
Wszyscy jesteśmy równi i
niewinni
Czy wszystkich zetrzesz i utopisz?
To Ty nie pozwalasz zamienić
Zła w wolę wolną
i czystą
Ja tylko
Wypalam pychę w tasiemce
wąskiej
na korony i tiary niewidoczne
przypinam, sklejam, zatapiam
Pycha to piękny kwiat
zdobi i piecze..
A jaki blask bije i potęga
Zazdrość uwielbiam i
zawsze wcieram we włosy
Żeby paliła każdym oddechem
Bez tchu i nadziei
Lubię jak tańczą taniec rozpaczy
Zniechęcenia
Wieszam wtedy na szyi
wieniec z goździków i igieł
Zwyczajny
Chciwość zaszywam w nadgarstkach
Do
Poczuwania i pragnienia
Nie zaspokojenia
Język osuszam cierpliwie
aż wyschnie
na bezmiar
Gniew maluję na brwiach
Tak najpiękniej
Pęcznieje, zagłusza, pędzi
Wypluwam
Ślinę wcieram w usta
Teraz już będzie
tylko moc
Rozpusta to towar
drogi i cenny
Pakuję ją w celofan
i wstążkę złotą
Szkatułka przy szkatułce
Pierś przy piersi
Usta wtopione głęboko
Gra muzyka
Harfa, skrzypiec sto
Werbel skacze
i rytmy wybija głośne
Tylko chwała próżna
Sama się wyciska
Nie muszę rąk męczyć
kolan napinać
Jest,
bo potem jej nie ma
Dzień kończę
W Fabryce
Wszyscy jesteśmy
równi i niewinni
Czy winni?
W mroku tlisz się
Bez ustanku
Ognia językiem
Czy drogę pokażesz
Czy oczy moje
wypalisz i serce
piotr gaweł wiersze