PLAC IM. BANAŁU
PLAC IM. BANAŁU

PLAC IM. BANAŁU

Na Zbawiciela przy tęczy 
Stoją kolumny prężnych i banałów 
Oni podrygują, one chcą być piękne
Posępni i wielcy wypatrują skrzenia 

Każdy jest kimś, każdy zamyślony
Między rozmową, szukaniem podziwu
Słówko za słówko, prosecco za nieco
A w koło oczy wpatrzone na siebie 

Ona też stoi, młoda, szczupła, piękna 
Wkleja się czule w obleśnego starca 
On z krzywym nosem szepce jej przekazy 
Przewodnik sekty wytycza jej przyszłość

Ona się boi i ona mu wierzy 
Bo zły świat , ludzie, tylko on jest dobry
W nocy gra didżej, tu się wszyscy znają 
Te same rozmowy, których nikt nie słucha 

Ona też przyszła, na smyczy, wtulona 
Wisi mu u szyi a wszyscy się śmieją 
Będzie powtarzać, na zawsze pamięta
Czułości, mądrości i słowa największe

Kiedy się zbudzi nie będzie na placu 
Tylko sklejone rozczesuje włosy 
Czymś co nie było wyśnioną miłością 
Szarpaniem? Oddaniem? krótkim, bardzo kiepskim 

Raz tylko kiedyś gdy przeszła ulicę 
Ujrzała ogród kolorowych kwiatów 
Mienił się pięknem nieznanych odcieni 
Tylko nie mogła policzyć jak wielu 
(A ona lubi policzyć i wierzyć)

Kiedyś pokazał jej swą mądrą księgę 
Złote litery zamknięte w szufladzie 
W nocy gdy znowu skleiła swe włosy 
Sięgnęła po księgę, miała kartki czyste 

I pomyślała przez sen czy na jawie 
Że może wszystko to było nieszczęściem 
Że musi uciec do życia, do świata 
Bo jej przewodnik to banał i pustka ….

Czy otworzyła drzwi i wyszła w nocy ?
Czy układała życie swoje z nie banałów
Nie wiem, już nigdy jej nie odnalazłem 
Była jak słońce co nagle przygasło.

piotr gaweł wiersze