

Na Zbawiciela przy tęczy Stoją kolumny prężnych i banałów Oni podrygują, one chcą być piękne Posępni i wielcy wypatrują skrzenia Każdy jest kimś, każdy zamyślony Między rozmową, szukaniem podziwu Słówko za słówko, prosecco za nieco A w koło oczy wpatrzone na siebie Ona też stoi, młoda, szczupła, piękna Wkleja się czule w obleśnego starca On z krzywym nosem szepce jej przekazy Przewodnik sekty wytycza jej przyszłość Ona się boi i ona mu wierzy Bo zły świat , ludzie, tylko on jest dobry W nocy gra didżej, tu się wszyscy znają Te same rozmowy, których nikt nie słucha Ona też przyszła, na smyczy, wtulona Wisi mu u szyi a wszyscy się śmieją Będzie powtarzać, na zawsze pamięta Czułości, mądrości i słowa największe Kiedy się zbudzi nie będzie na placu Tylko sklejone rozczesuje włosy Czymś co nie było wyśnioną miłością Szarpaniem? Oddaniem? krótkim, bardzo kiepskim Raz tylko kiedyś gdy przeszła ulicę Ujrzała ogród kolorowych kwiatów Mienił się pięknem nieznanych odcieni Tylko nie mogła policzyć jak wielu (A ona lubi policzyć i wierzyć) Kiedyś pokazał jej swą mądrą księgę Złote litery zamknięte w szufladzie W nocy gdy znowu skleiła swe włosy Sięgnęła po księgę, miała kartki czyste I pomyślała przez sen czy na jawie Że może wszystko to było nieszczęściem Że musi uciec do życia, do świata Bo jej przewodnik to banał i pustka …. Czy otworzyła drzwi i wyszła w nocy ? Czy układała życie swoje z nie banałów Nie wiem, już nigdy jej nie odnalazłem Była jak słońce co nagle przygasło.
piotr gaweł wiersze